piątek, 21 maja 2010

czeski błękit

Przez tą jesień w maju można odlecieć całkiem. Zamknąć się, zamyślić w poszukiwaniu błękitów, których nie ma. I tak kilka dni temu odkurzyłem sobie twórczość Jaromira. Muzyka sama w sobie jest piękna, śpiew również.... motywacja, żeby kolejne i kolejne teksty poznawać w rodzimej wersji (stąd szperanie za tłumaczeniami - chwała za nie) bo i one zachwycają wyjątkowo. I tak od uśmiechu do smutku, od życia do śmierci w wachlarzu nastrojów ale jednak z nutą jak najbardziej pozytywną. Bo moi drodzy jak tu się nie uśmiechać z taką dawką "muzycznego błękitu", nawet gdy za oknem szaro.

Biorę ponton i na weekend płynę do Krakowa. 

2 komentarze:

  1. a ja znikam na weekend właśnie pod to dosłowne czeskie niebo :)

    OdpowiedzUsuń